Utracona cisza

Utracona cisza

Kiedy bierzecie ślub, wcześniej czy później wiąże się to z pojawieniem dziecka, bądź kilkorga dzieci. Wszyscy szaleńczo są przekonani, że każde, ale to absolutnie każde, małżeństwo jest powołane do rodzicielstwa biologicznego. Tymczasem mężczyzna jest powołany do ojcostwa, a kobieta do macierzyństwa, co można realizować na wiele sposobów. Co więcej, małżeństwo może odkryć i realizować swoje powołanie niezależnie od troski o dzieci. Biologiczne, adoptowane, przyszywane czy wszystkie z okolicy.

Presja rodziny i znajomych w stylu: “To kiedy postaracie się o dziecko?”, “Najwyższa pora, nie jesteście już młodzi”, “My już mamy dwójkę, a wy kiedy?” Tak, to presja, nie troska, a presja, zwykłe ludzkie wścibstwo i brak taktu. Troską byłyby pytania w ciszy, samotności i atmosferze zaufania. Delikatne podsyłanie specjalistów, propozycji badań itp, a nie zaje(dwa)biste pytania wśród tłumu ciekawskich gapiów. Na usta cisną się złośliwe odpowiedzi i mocne teksty uderzające w poczucie wartości tych osób.

*

W naszym wypadku większość znajomych i rodziny wykazała się… taktem. I chwała im za to!

*

Być może dlatego, że w naszej relacji tylko Bóg może coś dopełnić, a nie dziecko. On wyznacza kierunek naszej relacji, a nie dziecko. Bo dzieci nie są i nie mogą być lekarstwem i odpowiedzią na osobiste kompleksy, małżeńskie wątpliwości, rodzinne problemy. Powołując do życia dziecko trzeba pamiętać, że wychowujemy je nie dla siebie, ale dla innych. Uzbrojeni w tę właśnie wiedzę i przekonanie po dwóch latach małżeństwa całkowicie otworzyliśmy się na możliwość pojawienia tego trzeciego kogoś. Udało się praktycznie od razu, z racji tego, że oboje mamy dość obszerną wiedzę o naturalnym planowaniu rodziny, wiedziałam o ciąży już 2 tygodnie po poczęciu. Tak, testy pokazywały dwie kreski, słabe bo słabe, ale po dwóch dniach nieco mocniejsze. I co? Nasze serca i dusze rozpierała radość i przekonanie, że Bóg nam błogosławi, że to Jego plan i mamy swój skromny udział w tym planowaniu, bo w końcu to myśmy też planowali. Jako kobieta czułam wtedy mistykę stanu błogosławionego. Badanie krwi pokazało również ciążę, jednak nocna wizyta na Izbie Przyjęć pozbawiła mnie jakichkolwiek złudzeń, że będziemy rodzicami. To był 7 tydzień.

*

Kolejną stratę pamiętam jak przez mgłę, to nic spektakularnego, tylko śmierć kolejnego dziecka. Dzieciom , które istnieją tylko kilkadziesiąt dni nie przysługuje przecież prawo do godności i pamięci, do radości z powodu tego zaistnienia.  Tylko ogłuszająca cisza poronienia.

*

W 2016 roku był wysyp narodzin dzieci naszych znajomych. Bliższych, dalszych i radość z oczekiwania na szczęśliwe rozwiązania. Tymczasem ja we wrześniu wylądowałam z 9 tygodniowym dzieckiem pod sercem na oddziale patologii ciąży i czekałam na… wyrok i łyżeczkowanie. Tak, nasze dziecko nie miało szans, nie rozwijało się, serce nawet nie drgnęło. Różne krążą opinie na temat takich oddziałów. Ja wspominam bardzo dobrze, o ile tak to można określić. Położne z troską i zainteresowaniem zaglądały do mnie, prowadziłyśmy nawet nocne długie rozmowy czekając aż u mnie ból ustąpi. Z radością dowiedziałam się o narodzinach malutkiej Alusi – tak, tuż przez ostatecznym zabiegiem ucieszyłam się z tego, że komuś innemu się poszczęściło. I nie był, i nadal nie jest to dla mnie temat tabu, bo boli. Nie! Ale to moje doświadczenie, wiem jednak, że są kobiety, które po stracie nie potrafią bez żalu patrzeć na rosnące brzuchy, wózki, czy maluchy biegające alejkami.

*

Po wyjściu ze szpitala na pełnym haju po narkozie podjęłam decyzję, że za wszelką cenę muszę znaleźć odpowiedź na pytanie: DLACZEGO?

*

Wiedziałam, że to ma dwa poziomy i na pytanie dlaczego my, dlaczego ja, dlaczego tak krótko itd. znalazłam odpowiedź bardzo szybko:

Bóg zna długość życia każdego, absolutnie każdego człowieka i dając nam tę trójkę wiedział, że od początku je pokochamy, że będą chciane i oczekiwane, bez względu na ilość przeżytych dni, tygodni, lat. Wybrał nas byśmy obdarzyli je naszą miłością ludzką, nieporadną na wzór Jego nieskończonej Miłości. To dokładnie ten sam mechanizm jak z dziećmi donoszonymi, zdrowymi.

Dlaczego my po ludzku myślimy, że to kara, że to niesprawiedliwe? Bo mamy inne oczekiwania, a przecież oczekiwania należy wsadzić sobie głęboko w … kieszeń. To jeden poziom odpowiedzi na pytanie DLACZEGO? Poziom zdrowia i rzeczywistych przyczyn poronień zdradzę w kolejnym poście… Chyba…