Dni, które zmieniły wszystko

Dni, które zmieniły wszystko

Wielka Środa i Wielki Czwartek

Rozpoczął się nowy etap Naszego Małżeńskiego Życia. Mojego życia.

Od Triduum Paschalnego 2019 nasze życie nabrało innego znaczenia, innego wymiaru. Szokujące, nagłe, w tempie błyskawicy wywrócenie absolutnie wszystkiego do góry nogami. W środę w Wielkim Tygodniu po południu po słowach lekarza“Serce jest za duże, a brzuszek za mały, przepływy zerowe…” w ciągu 2 godzin zostałam przyjęta na oddział w szpitalu 25km dalej. W Rudzie Śląskiej.

Mimo, że na około panował gwar i ruch jak to na patologii ciąży, to w mojej głowie cisza, a w sercu mimo przerażenia i strachu o życie i zdrowie Wojtusia, głęboka pewność, że będzie tak jak ma być.

Kolejny dzień, to strach, niepewność, odrealnienie i przekonanie, że jestem w najlepszym możliwym miejscu. Byłam w takim szoku, że dzień ten pamiętam tylko fragmentami. I to piszę i czuję ja, ogarniająca wszystko, kontrolująca wszystko i będąca podręczną pamięcią mojego męża!

Obudziła mnie cisza… chwilę później położna na leki i echo… Potem ksiądz przechodził z Komunią Św. Następnie wizyta w gabinecie na usg i dłuższa rozmowa z docentem. Rozmowy nie pamiętam za bardzo. Zapamiętałam tylko to, że następnego dnia mam być na czczo na wszelki wypadek… Potem znowu cisza… Nie pamiętam wizyty Sylwka, który przecież był i coś przywoził, ale za Chiny Ludowe nie pamiętam tego… Potem Msza w kaplicy i znowu cisza!

Będąc tam na miejscu każdego dnia uczyłam się czegoś i kogoś poznawałam. Na początku Madzia z pokoju. Pełna energii, optymizmu i ogromnego dobra, którym obdarowuje innych. W tym wypadku mnie, Wojtusia i Sylwka. To ona pokazuje mi co i jak funkcjonuje na oddziale, a następnego dnia rano wysyła swojego męża po Sylwka do Gliwic, żebym  szybciej miała jego wsparcie. Niesamowite!

Po powrocie z Mszy Wieczerzy w szpitalnej kaplicy kolacja… A potem cisza i  strach, obojętność i niedowierzanie przeplatane modlitwą o zaufanie. Powstaje grafika na social media, która ma być moim krzykiem…

Nareszcie sen… Nie tylko mój, córeczka Madzi Paulinka, też się rozmyśliła i poszła spać zamiast wychodzić na świat.

 

Jeśli chcesz być na bieżąco to więcej informacji znajdziesz na

facebookowej stronie – ZAPRASZAM