Powrót do kobiecości czyli jak mój mąż został rogaczem

Powrót do kobiecości czyli jak mój mąż został rogaczem

  

  Niedawno minął rok od kiedy zamieszkujemy 6 piętro w wieżowcu na jednym z osiedli w Gliwicach. Poznaliśmy kilku sąsiadów, a na naszym piętrze obserwuję dwie sąsiadki. Jedna niby spokojna, zawsze zagada okazując zainteresowanie, ale w rzeczywistości łowi sensację i karmi się niepewnością rozmówcy. Patrzy umalowanym, wścibskim okiem i czeka na odpowiedź, po szybkim rzuceniu pytania-przynęty. Za pierwszym razem dałam się nabrać i stłamsić, pod oceniającym spojrzeniem. Wytłumaczyłam się nawet jakąś marna półprawdą ze swojego porannego wyglądu dalekiego od serialowych romantycznych bohaterek. Następnym razem odegrałam się 😉 Odstrzelona jak stróż w Boże Ciało wieczorem wychodziłam (umówiona z własnym, prywatnym, osobistym mężem na zakupy i późny obiad na mieście) i natknęłam się na Nią… Musiałam naprawdę nieźle wyglądać, bo od razu to skomentowała zapytaniem, gdzie się wybieram tak ubrana. Odpowiedziałam nieco przyciszonym głosem, że mam spotkanie z mężczyzną. Kobiecina zapowietrzyła się, gałki oczne wybałuszyła i po kilku głębszych… wdechach mówi: Ale Pani to chyba niedawno po ślubie? Nie wytrzymałam, no nie zdzierżyłam nachalności i odpowiedziałam pytaniem: Tak, to prawda, ale co to przeszkadza? I zostawiłam ją samą z myślami wbitą z wrażenia w lustro windy.

   Z kolei druga sąsiadka zza ściany rozpromienia się na nasz widok, przynosi w spracowanych przez ponad 70 lat dłoniach owoce prosto z działki, na którą znajduje czas, jak wróci z pracy i pozbędzie się wnucząt, które odbiera z przedszkola i szkoły. Skromnie podzieli się wieściami co u niej i zaprosi grzecznościowo na herbatę, na którą i tak obie nie mamy czasu, ale ona za to chętnie pomoże przy podlewaniu kwiatków jak nas nie będzie.

   Obie kobiety w podobnym są wieku, obie z pewnością sporo przeszły w życiu, ale ta druga mimo braku makijażu wprost proporcjonalnym do ilości zajęć jakie wykonuje, jest z pewnością piękniejsza, chce się z nią stać na korytarzu i rozmawiać, chce się dowiedzieć, skąd ona czerpie tę siłę. Jest po prostu piękną 100% kobietą, na którą można liczyć, która trwa, pomaga i nie żąda niczego w zamian. Z pewnością wliczam ją w poczet kobiet jakimi chciałabym się stać, z których mogę czerpać przykład.

   Piszę o tym, bo ponownie wracają do mnie myśli o tym jak stawać się codziennie lepszą kobietą, żoną. Jakie cechy w sobie wypracowywać, jakimi wzorcami się kierować. Uważam, że warto co jakiś czas powracać do takich wzorów i sprawdzić w czym mogę stać się lepsza, pewniejsza, to jest takim powrotem do głównej drogi.

 

W końcu kobiecość i męskość jest nam przede wszystkim zadana, jako dar dla innych. Na co dzień, to małymi drobnymi szczegółami wypełniamy te zadania. Przez kwiaty, świece, ciasto świeżo wyjęte z piekarnika i przede wszystkim przez otwarte serce. Co to znaczy? Nie jestem pewna, ale dla mnie to wyrabianie w sobie postawy nie zamykania się w swoim egoizmie, w myślach o nierzadko wyolbrzymionych kłopotach. To nieustanne upieranie się, że nasze życie choć czasami trudne jest piękne i dobre.