Małżeńskie zamyślenie cz. 6 W pogoni z winem, paprotką i ciepłymi relacjami z bliskimi.

 
  Zasiadając do pisania posta zorientowałam się, że poprzedni opublikowany jeszcze przed Wielkim Postem dotyczył eliminowania z naszego życia pewnych zgubnych dla nas nawyków. A przecież z tym właśnie kojarzy się nam post, właśnie z odmawianiem sobie czegoś. A może by tak zrobić inaczej? W końcu z natury jestem przekorna 😉 Zaczęło się niewinnie przy kieliszku wina (no dobrze, nie jednym :P) podczas gry planszowej w poprzedni poniedziałek. Kolejny raz uświadomiłam sobie jak ważne są relacje z innymi, jak potrzebny jest kontakt, inne spojrzenie na te same sytuacje. Nie możemy się kisić zamknięci na świat, bo… nie ma czasu. Niby jesteśmy w kontakcie, ale NAPRAWDĘ spotkanie z drugim człowiekiem, to o wiele więcej niż facebookowe pogawędki, sms-y, czy maile na szybko wysyłane wieczorem przed spaniem (bo wcześniej szkoda czasu). Oczywiście nie mówię, tu o sytuacji kiedy mieszkamy kilkaset kilometrów od siebie czy nawet w innym kraju, ale o naszych sąsiadach, albo mieszkańcach tego samego miasta. Tak wiem, jesteśmy zabiegani, ale to nie powód żeby sobie odmawiać zdrowych, naturalnych relacji. Rozmowy, wspólnego śmiania i wspominania. 

Hmm, pierwszym momentem do takiej refleksji było niedawne spotkanie planszowo-winne i powitanie w naszym domu Zuzi – paprotki, na której będę testowała moje hodowlane zdolności. Następnie z okazji Popielca ukazało się kilka ciekawych artykułów dotyczących super pomysłów na umartwianie, na zmianę siebie, swojego życia. Kilka z nich było naprawdę godnych polecenia, bo pokazywały nieszablonowe spojrzenie na okres Wielkiego Postu, jako radosnego umartwienia, a nie ponurego, pobożnego składania „rączek w pączki” i po wyjściu z kościoła obgadywania sąsiadek. Ja postanowiłam przez te sześć tygodni popracować na relacjami, kolejny raz zwrócić się do bliskich i dając siebie cieszyć się ze wspólnych spotkań. 

 
 
 
   Po pierwsze znajomi, bliscy przyjaciele, koledzy/koleżanki – spotkanie na kawę z ciachem nie zajmuje wiele czasu, a możemy im ofiarować nasze zabiegane cenne minuty. Czy u was też tak jest, że niektóre spotkania przekładacie od kilku miesięcy z jakże ważnego powodu zbyt wielu zajęć? Niby to nic nowego, ale nasza postawa, my sami jesteśmy inni w momencie zmagania się z jakimś problemem i kiedy już z nim się uporamy. Chcemy też siebie kreować na ludzi sukcesu i dlatego lepiej opowiadać komuś o trudnościach, jak już je pokonamy. A może obdarujmy przyjaciół, otwarciem się i zaufaniem i pokażmy się jeszcze w trakcie takich zmagań. Obdarujmy ich swoją nieidealnością. Nie po to, by problemy same się rozwiązały, ale by nasze spojrzenie i emocje nie były już takie ułożone. Otwartość rodzi otwartość, a trwanie przy przyjaciołach gdy pokonują oni przeszkody, scala relację i przenosi ją na wyższy poziom.
   Po drugie rodzina, czy ta, z której wychodzę, czy ta do której weszłam. Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą… i jak wyniosą ich drzwiami, to oknem nie wejdą z powrotem! To co możemy dla nich zrobić, to być, słuchać, potrzymać za rękę, wypić wspólnie kawę i …BYĆ. Już pisałam o tym, że koniecznie muszę notować, to co moja teściowa opowiada, żeby to nie zniknęło. Można wrócić to tego tu. Ale teraz więcej czasu i uwagi muszę też poświęcić mojej cioci, siostrze mamy, która jest dla mnie ogromnym wsparciem i wiele umiejętności i dobrych skłonności jej zawdzięczam. To ona w dużej mierze kształtowała we mnie kobietę 😉 teraz pora na odwdzięczenie się i tak naprawdę, to ciesze się, że w ogóle mam taką możliwość! Skąd wzięło się powiedzenie, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach? Może właśnie stąd, że nie dbamy o te relacje, bo wydaje nam się, że samo się zrobi, skoro już ta więź istnieje? A przecież ją też należy pielęgnować, jak wszystkie pozostałe. Tak więc, nie myślę co zyskam, ale skupiam się na tym co mogę rodzinie dać.
  Trzecia, chyba najważniejsza dla mnie obecnie sprawa, to relacja z mężem. Mąż to rodzina? Tak, ale jest znacznie ważniejszy więc oddzielny akapit tylko o Nim 😉 Niby jesteśmy razem, niby rozmawiamy, ale jednak potrzeba ciągłego powrotu do siebie, do skupienia się na sobie nawzajem. Koniecznie trzeba znaleźć czas na zostawienie problemów i trudności w przedpokoju i byciu razem. Wtedy codzienna czułość, ciepłe spojrzenia i drobne gesty dobroci nabierają większej mocy. Miłość wtedy potrafi budować i góry przenosić. Wystarczy tylko pozwolić jej się poprowadzić, pozwolić jej mówić i tworzyć siebie na nowo. Zarówno nas jako My, jak również nas jako oddzielne osoby. Wiecie? Z jednej strony o tym doskonale oboje wiemy, ale jednocześnie, każdy taki “powrót do podstaw” na nowo nas oświeca, jak bardzo to jest ważne.
Paprotka Zuzia i anioł Lucek 😉
 
 
A Ty jakie masz postanowienia? Czy myślałaś/eś już nad tym? Nie trzeba zaczynać w sam Popielec, ale naprawdę warto wyruszyć w drogę przemiany siebie, może to czas dla Ciebie na rozpoczęcie wytyczania celów? I co ważniejsze realizowania ich?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

58 + = 68