Małżeńskie zamyślenie cz.5 Uniesienia słusznego gniewu znad kosmetyczki

Małżeńskie zamyślenie cz.5 Uniesienia słusznego gniewu znad kosmetyczki
   Wczoraj cały dzień zastanawiałam się nad naszym prawem do sprzeciwu wobec czyjegoś obrażającego nas zachowania. Mam na myśli nas jako kobiety. Czy użycie jednego słowa (oczywiście bez wulgaryzmów), które jednoznacznie wyraża pogardę, niesmak i niepohamowaną niechęć do konkretnej osoby, a właściwie do jej zachowania i postawy życiowej jest dozwolone? Czy mamy potulnie zgadzać się na ostrą krytykę i w ramach chrześcijańskiej miłości pozwolić się obrażać? Jak daleko ma sięgać nasza miłość do ludzi? Gdzie zaczyna się nasze prawo jako kobiet do sprzeciwu bez posądzania o odzieranie krzywdziciela z godności? Gdzie jest granica tolerancji i akceptacji?
 
  Obudziłam się wczoraj rano i pomyślałam, że to będzie dobry dzień, pełen ważnych zadań do wykonania, pełen pozytywnych emocji, zwieńczający pewien etap, podzieliłam się też moimi (niestety negatywnymi) wrażeniami dotyczącymi historii pewnej publicznej osoby i… zostałam obrażona, bo nie mam prawa jako chrześcijanka do niepozytywnych słów na temat kogoś, kogo zachowanie i życiowa postawa mi jako kobiecie uwłacza. To trudne doświadczenie nauczyło mnie jednak, że nadal w naszym społeczeństwie są osoby, które godność i wartość kobiety widzą w kuchni i w (wyłącznie!) potulnym przyjmowaniu ostrych słów krytyki. Tymczasem JA każdą swoja komórką się z tym nie zgadzam, bo jako kobieta domagam się we wszystkim piękna. I chcę o to walczyć, nie mieczem, ale swoja postawą i słowami. To trudne również dlatego, że zawsze staram się dostrzegać we wszystkich ludziach głębszych przyczyn ich zachowania, więc mimo oburzenia jakie dość jasno wyraziłam, poczułam też współczucie (tak, współczucie dla kogoś kto mi uwłaczał!), bo ten ktoś żyje bez prawdziwej miłości i co więcej prawdopodobnie nigdy jej od nikogo nie doświadczył.
 
   A wracając do potrzeby dostrzegania piękna i dobra, a może do bycia pięknymi i dobrymi? W „Urzekającej” John pisze, że jeśli kobieta jest spokojna i wyciszona to staje się piękna dla mężczyzny, ale też całą sobą mówi że „wszystko będzie dobrze” i ów mężczyzna może spokojnie przy kobiecie wypocząć, aby kolejne bitwy codzienności mógł zwycięsko staczać. Ale kobieta też chce być piękna, chce by do niej powracano, żeby nie można się było doczekać spotkania z nią, chce by jej poświęcać czas i uwagę. Tak, to jedno z najgłębszych naszych pragnień i jeśli potrafimy się na tę prawdę otworzyć i ją przyjąć, to pozwoli nam to dostrzec, że my same nie jesteśmy dziwne w swoich zachowaniach, fochach, ale niejednokrotnie takie zachowanie wynika z niezaspokojenia tych właśnie potrzeb. 
 
 
 

 

Mój mąż jak rano staje przed lustrem, to dziwi się, ze codziennie jest coraz bardziej piękny i jemu to wystarcza. A ja patrząc w lustro stwierdzam, że makijaż dobrze wykonany, sińce i pryszcze dobrze ukryte, tusz się nie zgrudkował na rzęsach i …dopiero jak mąż, czy koleżanka zauważą, że dobrze wyglądam, to czuję się piękna. Gorzej jak nikt nie zauważy 😛 bo my kobiety przeglądamy się w oczach innych i chcemy być piękne dla samych siebie, ale koniecznie ktoś musi to dostrzec. Zadaniem kobiety jest też wnosić to piękno i dobro do świata. Wczoraj padło pytanie o to co mój negatywny komentarz wnosi dobrego? Otóż wnosi moją walkę (na miarę możliwości) o dobro, piękno i godność innych kobiet, o to by zła nie nazywać innym imieniem w ramach tonowania ostrych słów. Dlaczego? Bo to zło nie zniknie jak zamkniemy oczy. Kobieta bowiem jest kusząca, wrażliwa, czuła, ale bywa też zażarta i gwałtowna w walce o swoje przekonania.