Jak się (nie) porównywać i (nie) kłócić po ślubie

reniaherbata_jak  Miłość małżeńska, skąd się bierze? Skąd czerpać siły, jak nauczyć się tego nowego życia? Jak się domyślacie, ten wpis będzie należał do tych bardziej osobistych:) To temat, który kiedyś był dla mnie zamknięty, tajemniczy, owiany mgiełką niepewnych marzeń, bo nie miałam skąd czerpać wzoru w domu rodzinnym, jedyne czego doświadczałam, to obserwacje rodziców koleżanek i kolegów. Były to mniej lub bardziej wzorcowe związki, ale zawsze miałam wrażenie, że to zależy od nastawienia samych małżonków. Czy się udaje? Jakie są te relacje, czy byle jakie, czy piękne, dobre i wręcz godne pozazdroszczenia? Z wielu konferencji, warsztatów, wykładów wynieśliśmy pewność, że nie jest zbyt rozsądne to zazdroszczenie innym, bo nigdy nie wiemy jaka naprawdę jest ich sytuacja i relacja i MUSIMY mieć wzgląd wyłącznie na siebie, tu i teraz. Uzbrojona w tę wiedzę i dobre rady mężatek z dłuższym lub krótszym stażem pogalopowałam do ołtarza szczerząc zęby na prawo i lewo najpierw w nerwowym uśmiechu ekscytacji, a potem już tylko spokojnej mega radości. Wszystkie bajki w tym miejscu się kończą i nie podają nam złotej recepty na resztę bajkowego życia czyli długiego i szczęśliwego. To musimy sami doczytać w innych książkach, dosłuchać od doświadczonych par i przede wszystkim wypracować sami. Wychodzić czasem na kolanach przed Nim, a czasem ze zmęczenia trudami życia codziennego, innym razem boso po plaży albo świeżej trawie, ale ZAWSZE trzymając się za ręce, bo teraz nasze losy są już złączone i żadne osobne wzrastanie nie będzie dobre dla naszego małżeństwa, tylko wspólne.

mlodylistek_jak

  Jak często o tym zapominamy, bo musimy się sami rozwijać, dojrzewać i zaciera nam się różnica pomiędzy rozwojem naszym osobistym, a rozwojem małżeństwa i małżonków z osobna. Prawdziwa miłość nie pozwoli na zbytnie zwiększenie się tych różnic, ale dołoży wszelkich starań aby osiągnąć w tym harmonię i równowagę. UWAGA! Nie mylić z dopasowaniem! Bo dzięki „nie dopasowaniu” każdy może się rozwieść w USC, a nie o to przecież chodzi. My na przykład jesteśmy niedopasowani zupełnie… Ja furiatka, niecierpliwa wszystkiego, zachłanna jeśli chodzi o wiedzę, nowości, zdobywanie znajomości, czasami histeryczka (to z tej niecierpliwości wynika) ze skłonnościami pedantki. On oaza spokoju, zawsze chętny do pomocy, cierpliwy, bałaganiarz, sprawiedliwy i obracający wszystko w żart. Można powiedzieć, że się uzupełniamy, ale po tych kilku miesiącach widzę, że to nie o uzupełnianie chodzi, ale o naszą wewnętrzna postawę, walkę z egoizmem, bo to, że się kochamy nie oznacza, że chwile sporów o pierdoły nie są trudne. To właśnie w takich momentach musimy się zatrzymać w przeciąganiu liny na swoją stronę i zastanowić, czy to o co się spieram JA jest naprawdę takie istotne dla mnie, dla naszego małżeństwa i czy przypadkiem, jak nie przyznam jemu racji, to nie będę szczęśliwsza (i nie chodzi o szczęście związane ze spokojem po sporach)? I wiecie co? Wtedy przypominam sobie o tym, że ktoś powiedział, że małżonkowie powinni być sobie posłuszni (nie mylić z uległością i poddaństwem!) i z tą właśnie myślą odpuszczam, on z reguły też i możemy zacząć konstruktywną rozmowę na nurtujący nas temat. To posłuszeństwo to dla mnie najwyższy wyraz zaufania do męża i do Niego. Bo przecież żaden z nich nie chce dla mnie źle!. Wierzę, że taka wzajemna postawa może niejednokrotnie uratować nie tylko związek, ale i samych małżonków przed zbędnym ryzykiem, niebezpieczeństwem, czy zwykłymi błędami.