Wakacyjne planowanie: planowane w czasie nawału niechcianych niespodzianek

Wakacyjne planowanie: planowane w czasie nawału niechcianych niespodzianek

potrojne

Minęła już połowa wakacji, a więc połowa czasu na wprowadzanie zamierzonych zmian. Niedawno podsumowywałam zmiany w odżywianiu, a dziś pora na planowanie. Muszę przyznać, że takich trudności się nie spodziewałam, na początku wszystko szło zgodnie harmonogramem, wpisy pojawiały się regularnie, domowe obowiązki jakoś same się wypełniały, nawet nie wiem kiedy, czas na odpoczynek i czytanie też się znalazł i nic nie ucierpiało z powodu zmian. Jednak pod koniec lipca pojawiły się niespodzianki, które zamiast grzecznie ustawić się w kolejce do rozpatrzenia, wymagały natychmiastowej interwencji. A co gorsze pochłaniały ogromną ilość czasu nie do odzyskania. Nie chodzi o wprowadzenie kilku kosmetycznych zmian w ciągu jednego czy kilku dni, ale o przeorganizowanie całego miesiąca, zmianę wręcz życia.

Dzisiaj chcę Ci pokazać, jak zmieniam moje starannie ułożone życie i dostosowuję je do nowych okoliczności. A przyznaję, że jest to dla mnie niełatwe 😉

ipad-606764_1280

SZYBKI RZUT OKIEM NA TO CO BYŁO (a w zasadzie miało być!)

Najpierw dokładnie przeglądam plan A. Sprawdzam, które elementy są niezbędne, czego nie mogę „olać” i spisuję na oddzielnej kartce wraz z ewentualnymi datami. Na nowym plannerze będę musiała to umieścić w pierwszej kolejności.

Następnie zaznaczam zadania, na których realizacji mi zależy, ale konieczne będzie ponowne rozpisanie na poszczególne etapy „od tzw. 0”

Teraz pora na to, co mogę całkowicie odrzucić, przełożyć na kolejne miesiące, czy kwartały i wykreślam, sprawdzając ile czasu dodatkowego mi przybyło. Jeśli plany zajmują więcej niż 60-65% całego czasu, to znaczy, że jeszcze muszę się czegoś pozbyć. Zatem ponownie zaglądam, do ważnych dla mnie zadań, których wykonanie mogę jeszcze odwlec w czasie i albo z czegoś rezygnuję „póki co”, albo realizację tak planuję, że rozpoczyna się możliwie jak najpóźniej. Chodzi o to, żeby na początku nie narzucić sobie zbyt dużego tempa, bo niespodziewane okoliczności mogą ponownie pokrzyżować plany, a zależy mi na tym, by kolejne poprawki nie były już takie gruntowne.

ZAPISUJĘ

Drukuję kolejny planner miesięczny i 2 tygodniowe, bo nie zapisuję takich rzeczy w kalendarzu, on jest na inne notatki.

  1. Wpisuję zadania obowiązkowe, jak spotkania, wizyty u lekarza, w urzędach, terminy głównych postów.
  2. Rozpisuję nowe terminy większych zadań i terminy zadań drobniejszych, które doprowadzą mnie do tych większych na czas. (Pisałam o tym TU )
  3. Zaznaczam czas wolny, czas dla rodziny, dla męża
  4. Pamiętam o buforze czasowym dla poszczególnych elementów dnia.

Wszystko najpierw umieszczam w plannerze miesięcznym, a następnie w tygodniowym. Plany poszczególnych dni rozpisuję w Kalendarzu Google albo w Draco Organizer. Musze przyznać, ze mimo tego, że nie udało mi się zrealizować 1/3 planów lipcowych ze względu na wspomniane niespodzianki, to wiem, że znacznie lepiej panuję nad czasem, który mam, lepiej wykorzystuję każdą minutę i potrafię bardziej cieszyć się tym co jest nam dane 😉

organizerikwiatki

Już w środę planner tygodniowy na sierpień, a miesięczny można pobrać TU.