Czy to już koniec dla Inwestującej?

Czy to już koniec dla Inwestującej?

Nadszedł ten moment, ten dzień, kiedy kończę blogowy projekt „Planowanie zmian”. Podczas tegorocznych wakacji zrealizowałam dwa założenia:

  1. zmiany w planowaniu, w organizacji czasu

  2. zmiany w odżywianiu i ilości ruchu

potrojne

Jeśli chodzi o planowanie, to udało mi się powrócić, na dawno porzucone tory dokładnego wykorzystywania czasu w ciągu dnia. Jeśli dobrze zaplanuję zadania, to realizuję je w 80-100%, a to ogromny sukces! I właśnie o to mi chodziło. Jak wiecie z wpisów o niespodziankach i o przeprowadzkach pojawiły się trudności z realizowaniem czegokolwiek, bo czasem zdarza się coś co zmusza nas do wręcz ponownego wytyczenia celów na następne dni. Po prostu w czasie kryzysowym, trzeba się przełączyć na plan AWARIA i na bieżąco tworzyć nowe plany kilkugodzinne.

Warto wtedy pamiętać, że:

  • Plan AWARIA to coś innego, niż Plan A, B, C D itd. Nie da się tego przewidzieć, bo charakteryzuje się serią zmian, które zaczynają nagle piętrzyć i piętrzyć, a na usta cisną się … panienki lekkich obyczajów.

  • Nie możemy przewidzieć zarówno ilości zmian jakie będą musiały być wprowadzone, jak i tego, czy i kto będzie mógł nam pomóc i jeszcze w jakim zakresie.

  • Mimo tego, że zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo to beznadziejne, to i tak warto planować zadania na kolejne dni. Mimo ryzyka, braku realizacji choćby jednego zadania. Dlaczego? Przede wszystkim, dlatego, że jeśli w ciągu kilku, kilkunastu dni kryzysu będziemy sobie stale przypominać, co jest dla nas ważne, czym musimy się zająć, oprócz opanowania nagłych zmian, to zaraz po zażegnaniu trudności, szybciej wrócimy do realizacji wcześniejszych założeń. A poza tym, nawet w tym ciężkim okresie z pewnością uda nam się wykreślić kilka zadań, a to z kolei poprawi nam samopoczucie i doda zapału do dalszej pracy nad naszymi celami.

  • Koniecznie musimy znaleźć czas dla siebie i dla męża/żony. W takim okresie znacznie bardziej potrzebujemy korzystać z każdej okazji do odpoczynku, relaksu, spokoju, bliskości, to nam do daje siły i buduje nas wewnętrznie. I jest nie do przecenienia…

  • Sytuacje kryzysowe, pilnie potrzebujące naszej interwencji, uwagi, to coś, co zdarza się często, więc warto się z tym oswoić i im szybciej nauczymy się dobrze z nimi radzić, tym lepiej.

Przez te dwa miesiące korzystałam z kilku aplikacji na telefon, kilku programów na komputerze, które raz pomagały się organizować innym razem stały się smutną, narzuconą koniecznością, ale przyznaję rację Oli Budzyńskiej, że nie jest ważny jest rodzaj systemu, ważne, żeby u mnie (czy u Ciebie) działał, sprawdzał się, pomagał, a nie utrudniał.

IMG_20150128_165130

Czy to również koniec zdrowego odżywiania? NIE!!! 🙂

rozainotes

Dwa miesiące to niedużo, ale wystarczyło, żeby przestawić moje myślenie na inne tory. Jemy znacznie zdrowiej, problemy żołądkowe zniknęły, czujemy się nasyceni, a nie „nażarci”, pełni energii, odczuwamy przyjemność z jedzenia i radość ze wspólnego przygotowywania zdrowych posiłków. Żołądki nam się obkurczyły i jemy znacznie mniejsze porcje, ale następowało to stopniowo. Na początku na obiad, albo obiadokolację, oprócz kawałka mięsa, szykowaliśmy duży półmisek warzyw, teraz moja porcja wszystkiego (mięsa i warzywa razem) mieści się na talerzyku średniej wielkości, a dla męża na dużym. Nie czarujmy się! Upały też miały swój udział, bo kompletnie nie chciało nam się jeść, za to wypijaliśmy ogromne ilości wody z cytryną i  kompotu z mirabelek i jabłek. Raz w tygodniu robimy dzień na sokach warzywnych albo owocowych. To zazwyczaj bywa w weekend, żeby do pracy nie trzeba było przygotowywać słoików, bo soki najlepsze są świeże 😉

20150718_091929

Doszłam też do wniosku, że moje ograniczenie słodyczy, to nie kategoryczny zakaz, ale rzeczywiście zmniejszenie ilości i przekształcenie. Bo nie zamierzam dodatkowo się stresować, widokiem lodów, czy ciast w witrynach cukierni i przechodzić koło nich z oczami na wierzchu i z językiem do ziemi 😉 Uwielbiam rytuał picia kawy. Przygotowuję parzoną (albo rozpuszczalną) w filiżankach, z serwetkami i żywym ogniem zapalonej na stole świecy. Takie popołudnia mają cudowny charakter, uspokajają i dodają energii do kolejnych wspólnych godzin, pracy, relaksu, obowiązków rodzinnych. Ale jest też druga strona tej przyjemności … do tej kawy zawsze musi być coś słodkiego, małe ale jednak musi. Dlatego teraz wypracowałam pyszne desery, które nie dosyć, że są niskokaloryczne, to jeszcze zdrowe. Poniżej propozycja dla Ciebie

roze
Deser jogurtowy: na 1 porcję 1 mały jogurt grecki o obniżonej zawartości tłuszczu i 1 łyżeczka ksylitolu (bo stewia zostawia nieprzyjemny posmak), 2 łyżki płatków owsianych podprażonych na maśle i osłodzonych cukrem lub ksylitolem. Można podawać w dowolnej kombinacji warstwowej z dowolnymi owocami. My uwilebiamy z truskawkami, jagodami, malinami czy jeżynami 😉

Kończę serię wpisów na blogu o odżywianiu, ale nie kończę wprowadzania tych zmian na stałe. Pozostają warzywka i pozostają soczki. Prawdopodobnie będą też eksperymenty z nowymi, dietetycznymi, zdrowymi deserami, ale będzie jeden warunek będą musiały być PYSZNE!

Na pewno pozostanie też większa ilość ruchu zarówno na siłowni, jaki i na długich spacerach, do tego wkrótce dojdzie też basen. Jak zejdzie mi kolejne 8 kg z wagi, to powrócę do biegania, bo wokół naszego osiedla jest bardzo wygodna trasa i wiele osób z niej korzysta, więc się dołączę 😉 Myślę, że to nastąpi w okolicach połowy października.

To tyle jeśli chodzi o zmiany u mnie, a czy Tobie też udało się zmienić w te wakacje?

Czy zrealizowałaś/eś czerwcowe plany?