Dążenie do szczęścia czy do zaspokojenia popędów?

Dążenie do szczęścia czy do zaspokojenia popędów?

Witaj 😉

dzisiaj mam do Ciebie pytania: Czy chcesz być szczęśliwy/a? Jeśli nie to możesz podarować sobie dalsze czytanie, ale myślę, że 99% ludzi wszystko co robi w życiu, kierują się potrzebą bycia szczęśliwym. Problematyczna jest tylko różnica, w tym, co stanowi dla każdego z nas szczęście.

 Kolejne moje pytanie brzmi: jak bardzo chcesz być szczęśliwy/a? Czy pragniesz ogromnego szczęścia, które Cię powali na kolana, czy małego, maleńkiego, takiego, którego prawie nie widać, ale Tobie wystarczy, że wiesz o jego istnieniu?

tulipany_swieca

Pytam bo ostatnio z kimś rozmawiałam, z kimś kto jest przekonany o swojej nieomylności, ale jak zaczął mówić o pragnieniach, marzeniach, szczęściu, to jego pewność siebie zmalała. A kiedy powiedział, że jemu wystarczy tylko odrobina, okruszek szczęścia. To coś we mnie zawyło, że ja chce być baaaardzo szczęśliwa i nie wystarczą, mi namiastki, złudzenia, o jakich on mówił. Co więcej nie pozwolę, na to, żeby ktoś zepsuł, zaburzył mi wizję mojego (naszego) szczęścia. Nie zgadzam się na namiastki. Wszystko albo nic!

  W styczniu pisałam o zbieraniu codziennych okruchów szczęścia, ale to nie to samo co zadowalanie się namiastkami! Drobne przyjemności, radości rozpromieniające pochmurne dni budują to moje poczucie dużego szczęścia, jakiego doświadczam i które się spełnia, ale nie stanowią sensu same w sobie, bo to tylko przyjemności.

drzewo_jablon

W takim razie w jaki sposób odróżnić czy ktoś dąży do przyjemność czy do szczęścia? Gdzie jest granica, skoro nie mamy prawa osądzać innych i porównywać się z nimi, a z drugiej strony ważny jest przykład, który możemy czerpać? Nie wymyśliłam jednak nic ponadto co już wiadomo od 2000 lat : „Poznacie ich po owocach” * Jeśli widzimy spokojnego, radosnego człowieka, z którym chce się ciągle rozmawiać, który z radością dzieli się swoją wiedzą i umiejętnościami, a jego/jej życie sprawia wrażenie spójnego, bez szarpania się i walki o odpowiedź na pytanie : Jak żyć, co ze sobą zrobić? Jeśli przykład jaki daje jest dobry, a słowa jakich używa w kontaktach z ludźmi nie ranią ich, a wręcz budują, to chyba w takim wypadku można by podejrzewać, że nie kieruje się taki ktoś chwilowymi popędami, ale stara się osiągnąć równowagę psychiczna, emocjonalną. A to z kolei wymaga pewnego wysiłku, czasem wyrzeczenia, ale takiego dobrego, które pomaga rozwijać osobowość, hart ducha i stawanie się lepszym człowiekiem. Czy zatem człowiek kierujący się wyłącznie popędami byłby zdolny do tego rodzaju wysiłku? Jestem pewna że nie, a już na pewno nie długofalowo… Pozwólcie, że wyciągnę z tego taki daleko idący wniosek:

O prawdziwym szczęściu możemy mówić, jeśli jest ono pomnażane.

Bez względu na to jak małe czy duże jest to szczęście, zawsze powinno nas wzywać do tego, by się nim dzielić!

swieca2

W kolejnym poście powrót do naszych rozważań o trudnościach w komunikacji – ZAPRASZAM!

*Mt 7,16