Dlaczego nie słyszymy i nie jesteśmy słyszani czyli dar dobrej komunikacji można wypracować!

Dlaczego nie słyszymy i nie jesteśmy słyszani czyli dar dobrej komunikacji można wypracować!

  Zgodnie z obietnicą dziś pomyślimy o zakłóceniach w komunikacji na schemacie z ostatniego postu. Oczywiście nie na wszystkich 😉 dzisiaj tylko część. Aby komunikacja była w ogóle możliwa niezbędny jest nadawca, odbiorca i wspólny kod czyli na przykład wspólny język jakim się posługują, aby mówić, pisać, tworzyć. Komunikat ubrany w kod przesyłany jest kanałem, a może nim się stać powietrze, przestrzeń wraz z dźwiękiem wypowiadanych słów, papier, internet, płótno, czy glina lub inna forma wyrazu w przypadku artystów i myślę, że w ramach burzy mózgów moglibyście jeszcze coś od siebie dodać 😉 Zakładając, że wiadomość została odebrana czekamy na efekt, inaczej mówiąc komunikat zwrotny. I wówczas, jak już ta odpowiedź dojdzie możemy mówić o zakończeniu schematu, ale wszyscy wiemy, że życie pokazuje nam co innego, bo często trzeba coś dopowiedzieć, uzupełnić i (co najważniejsze w związkach!) zmierzyć się z własnymi emocjami jakie towarzyszą naszej komunikacji.

  Ale miało być o trudnościach… Największy problem dla par wbrew pozorom może stanowić dobranie właściwego kodu. Zapytacie jak to? Przecież mówimy w tym samym języku, to powinno wystarczyć! A poza tym wcześniej jakoś się dogadywaliśmy się, dopiero teraz są problemy… No właśnie, dopiero teraz, bo z biegiem lat coraz trudniej ukierunkowywać samego siebie wyłącznie na tą drugą osobę. W czasie zakochania i zauroczenia to naturalne i instynktownie odczytujemy subtelne sygnały jakie nawzajem sobie wysyłamy (pomijając to, że bywają ludzie całkowicie pozbawieni tej umiejętności, ale zawsze można się tego nauczyć i wyćwiczyć). To tzw. komunikacja niewerbalna, ale o niej będzie w oddzielnym poście. No i tu zaczynają się pierwsze schody, bo im dłużej się znamy, tym częściej zaczynamy oczekiwać, że ta druga osoba nas zawsze zrozumie, bez względu na to jak skomplikowanie mówimy (albo nie mówimy, bo ma się domyślić z naszego  np. spojrzenia). I od razu zaznaczę, że choćby nas to nie wiem jak śmieszyło i tak to w nas tkwi i trzeba się nieco wysilić, zapomnieć o własnych negatywnych emocjach jakie mogą nami targać i wyłuszczyć drobiazgowo małżonkowi, małżonce o co nam biega. Jeśli nam zależy na jakości relacji… Do tego dochodzą jeszcze różnice w pojmowaniu rzeczywistości i o tym pisałam w jednym z pierwszych postów. Mężczyźni widzą co innego w świecie i kobiety co innego i dzięki temu razem widzimy wszystko (a przynajmniej mamy na to większe szanse :P)

roze

  Wyobraźcie sobie, że kilka dni temu byliśmy z mężem u znajomych, spotkanie w sumie trwało kilka godzin, połączone było z długimi rozmowami i nocowaniem, porannym śniadaniem i kawą z ciachem przy kolejnych niedzielno-porankowych  rozmoooowach 😉 Ja pamiętam właśnie te rozmowy, że w przytulnej kuchni w środku nocy siedziało nas kilka osób, pamiętam ciepłą czekoladę z podgrzewaczem, pamiętam, że nasze gospodynie martwiły się brakiem wody i prądu akurat tego dnia, pamiętam o tym czym każdy z nas żyje i co planujemy w najbliższym czasie, rozgardiasz przed spaniem, poranne wstawanie i… kolejne rozmowy przy przeciąganiu się;) A on pamięta, że: poszliśmy, jedliśmy, pamięta urządzenie do podgrzewania jedzenia i że dobrze mu się spało. Nie żeby nie pamiętał o szczegółach, ale uważa, że są mniej istotne. Brzmi co najmniej ciekawie, ale tak to wygląda z tymi naszymi różnicami. Mężczyźni mówią i myślą rzeczowo, konkretnie, technicznie, a kobiety bardziej emocjonalnie podchodzą do codzienności ale również wchodzą bardziej w świat osoby, z którą przebywają, więcej widzą, słyszą, czują. Instruktor prawa jazdy tłumaczy mi coś o ruszaniu z ręcznego i pyta się czy rozumiem. Odpowiedziałam, że tak, ale po pierwszej próbie mówię mu, że… nie czuję tego, nie potrafię wyczuć kiedy ten gaz wcisnąć. Rozumiem, wiem, ale nie czuję.

  I teraz jak to w praktyce przełożyć na codzienne spory, kłótnie, czy w pracy wydawanie poleceń? Tym ostatnim zajmiemy się również w innym poście, bo to przecież temat-rzeka 😉 Mężczyzna próbujący coś przeforsować z upartą żoną powinien zrozumieć, że logiczne argumenty, tu mogą niewiele zdziałać, jeśli zmiana wywołuje w niej lęk, niepokój, strach, brak komfortu i jeśli nie zobaczy (w wyobraźni) nowej lepszej, piękniejszej perspektywy, to nic nie zdziałacie. Trzeba dana sprawę szczegółowo opisać i nie tylko wszystkie za i przeciw, ale postarajcie się naświetlić jej, jak najprawdopodobniej ona się poczuje jeśli ta zmiana nastąpi. I panowie ważna uwaga, jeśli ta zmiana to tylko wasza bezsensowna zachcianka (choć u mężczyzn to rzadkość), to jednak logiczne argumenty będą ważniejsze 😛

  Z kolei kobiety planujące np. remont łazienki, wspólny wyjazd, zakup nowego samochodu itp. przy niskim budżecie domowym jako głównego argumentu nie powinny podawać „bo obecna łazienka mi się znudziła”, ale trzeba się nieco wysilić i podać rzeczowe konkretne powody dla których warto nadszarpnąć rodzinny bufor finansowego bezpieczeństwa i zainwestować w nową łazienkę, wyjazd czy zakup, bo z tego będą takie i takie korzyści już w pierwszych tygodniach użytkowania a w kolejnych będą one wzrastać. Drogie panie choć mężowie nas bardzo kochają, to naprawdę nasze własne szczęście nie powinno być kluczowe w takich dyskusjach. Oczywiście nie mówię o ekstremalnych przypadkach, kiedy środki finansowe są, czas jest, projekt jest, ale jest też przekora i mąż mówi nie… bo nie (jak Windows po aktualizacji z błędem).

  Zatem choć mówimy tym samym językiem, to często nie słyszymy siebie nawzajem i aby unikać konfliktowych sytuacji i nieporozumień, musimy nawzajem dostosowywać treść komunikatu, żeby był prawdziwie zrozumiany przez drugą osobę. Jeśli widzimy, że mąż/żona jest zmęczony/a to nie wykorzystujmy okazji i nie próbujmy podstępnie czegoś przeforsować. Ważne rozmowy lepiej odłożyć i pozwolić aby obie strony miały równe szanse w dyskusji. Zauważyliście, że użyłam słowa „strony”? To nie przypadek, bo niejednokrotnie rozmowy par czy małżonków wyglądają jak co najmniej podchody, jeśli nie batalie. Grzecznie (choć naiwnie) się pytam dlaczego? Czy nie lepiej w ramach miłości i dbania o dobro drugiego ustąpić i (co o wiele ważniejsze!) nie wypominać potem ile razy się ustąpiło? W końcu „…miłość… łaskawa jest… nie szuka swego…”

A co TY sądzisz o różnicach w odbiorze rzeczywistości i komunikatów?

Już wkrótce dalszy ciąg trudności i przeszkód jakie musimy pokonywać, aby lepiej się zrozumieć. A ponadto za kilka dni otwieramy stronę internetową, gdzie będzie można pobrać materiały do ćwiczeń związane również z tym postem.

Zapraszam!